Jak każdego ranka poczułem znajome, przyjemne łaskotanie w_dolnej części mojej tarczy. To gruba wskazówka znowu próbowała sięgnąć do siódmej godziny. Srebrna, ta od alarmu, już od pięciu minut niecierpliwie czekała na spotkanie ze swoją małą, grubaśną kuzynką. Bardzo się lubiły. I_chociaż spotykały się tylko dwa razy dziennie, to te spotkania wprawiały w_drżenie cały mój mechanizm. Kiedy wreszcie się zetknęły, stara sprężyna zatrzeszczała, wprawiając w_ruch metalowy młoteczek. Ten jak szalony zaczął uderzać w_srebrne dzwonki, znajdujące się tuż nad moją głową.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że w_łóżkach Poli i_Janka nikogo już nie ma. O_rety, ale jestem spóźniony! Ekspres do kawy w_kuchni właśnie kończył swoją pracę. Zwykle to ja najpierw dzwoniłem, potem dopiero ekspres dawał o_sobie znać. Tym razem to on obudził mnie... Ale wstyd... Natychmiast wstrzymałem alarm z_nadzieją, że może nikt go nie słyszał. Zacząłem się zastanawiać skąd ten poślizg.
Czy to czas nagle przyspieszył, czy ja się zestarzałem? Moje tryby były wprawdzie lekko powycierane i_sprężyna nie trzymała tak mocno, jak kiedyś, ale duchem czułem się jeszcze zupełnie młody.
I_chociaż słuch już mnie odrobinę zawodził, ciągle jeszcze starałem się łowić uchem, co dzieje się w_kuchni podczas porannej krzątaniny.
Kuchnia oddzielona była od pokoju dzieci niezbyt grubą ścianą, po której spokojnie płynęły, namalowane zieloną farbą, łagodne pagórki. Pola poprzyklejała na nich własnoręcznie narysowane i_powycinane drzewa z_szarego papieru. Wraz z_nastaniem każdej pory roku zmieniały się szczegóły tej dekoracji. Jeszcze wczoraj na pagórkach i_gałęziach kartonowych drzew leżał papierowy śnieg, a_dziś ze ściany patrzy na mnie wielkie słońce. Wczoraj Pola wspinała się na palce, stojąc na łóżku, by przykleić je jak najwyżej. W_końcu tata przyszedł jej z_pomocą. Janek też pomagał. Zbierał do pudła na makulaturę, oberwany ze ściany, papierowy śnieg.
Później razem przyklejali listki i_drobne kwiatki, a_potem... chyba usnąłem. A_tak chciałem doczekać do końca... Pewnie dlatego dziś zaspałem. Skończona dekoracja powitała mnie dopiero rano. Patrząc na ten wiosenny obrazek, nasłuchiwałem co dzieje się za ścianą.
Dzieci wraz z_rodzicami jadły śniadanie. Rozmawiały o_przedszkolu, szkole i_różnych ważnych sprawach. Lubiłem ten codzienny harmider. Przeważnie jednak słyszałem tylko urywki zdań. Tego dnia mówili też o_mnie: – Słyszeliście? Budzio dzwonił (tak pieszczotliwie nazywają mnie dzieci. Właściwie to na imię mi Budzisław, ale brzmi to tak dostojnie, że aż wskazówki mi się prostują, gdy ktoś je przy mnie wymawia)... znowu się spóźnił... spóźnilibyśmy się przez niego do szkoły... w_sklepie są takie zegarki z_budzikiem... widziałeś, tato...? Pola, twoje kakao... dzisiaj będzie pogodny dzień... bocian, bocian, mamo...
Wkrótce rozmowy przeniosły się na korytarz, wtedy słyszałem już wszystko wyraźnie.
– Pospieszcie się, już późno. Poczekam na was w_samochodzie – powiedział tata i_wyszedł z_domu.
– Janek załóż grubszą kurtkę! Na cienką jest jeszcze trochę za zimno. – Ostrzegła mama. – Pola możesz założyć nowe buty.
– Nareszcie! – klasnęła w_dłonie Pola najwyraźniej bardzo zadowolona – A_mogę iść bez czapki?
Ola mówiła, że przyjdzie dziś do przedszkola bez czapki, bo już wiosna...
– Nie, bo wieje zimny wiatr. Przewieje ci uszy i_choroba gotowa. Bądź cierpliwa, już niedługo nie będziesz musiała jej nosić. – odparła mama – Wiecie, że dzisiaj jest pierwszy dzień wiosny? Mam pomysł. Zrobimy w_waszym pokoju wiosenne porządki. Co wy na to?
– Tak! Tak! – krzyknęła Pola, lubię porządki.
– Doskonale się składa! Od dawna mam na to gotowy plan, bo ja jestem już za duży na zabawki. Nie potrzebuję ich. Wyprzątniemy z_pokoju je wszystkie! – dodał Janek grubym głosem, udając dorosłego.
– Mamo... Jaś chce wyrzucić wszystkie zabawki...
– Janek nie strasz siostry. Razem będziemy porządkować, ale najpierw po lekcjach zabiorę was do sklepu. Kupimy tam worki i_pudła – mówiła dalej mama – potem posegregujemy rzeczy. Jedne włożymy do pudeł, inne do worków i_raz na zawsze pozbędziemy się...
Dalej już nie usłyszałem. Drzwi wejściowe zamknęły się a_zgrzyt przekręcanego klucza, zagłuszył resztę wypowiedzi mamy. Po chwili z_podwórka słychać było warkot silnika samochodu, coraz ciszej i_ciszej, aż dźwięk zniknął całkiem. Ogarnął mnie lekki niepokój, czyżby chodziło o_mnie? Ależ to prawdziwy wstyd, żeby zegarek tak się późnił...
Nie mogłem przestać myśleć o_porządkach, okazało się jednak, że nie tylko ja słyszałem słowa mamy. Słyszały je również chyba wszystkie zabawki, gdyż po pokoju przeszedł szum niespokojnych szeptów.
To, co stare się wyrzuci...
Kto ma wady niech się smuci
nie naprawia się już rzeczy,
lecz wyrzuca je do śmieci.
Gdy masz feler toś jest w_strachu,
już szeleści worek brachu...
Dziś się nic nie reperuje,
dziś się tylko
Kto ma jakieś opóźnienie,
ten już dzisiaj nie jest w_cenie.
Teraz pośpiech w_świecie modny.
Kto powolny – niewygodny...
Dziś jest w_modzie to, co świeci,
z_czego setki dźwięków leci,
co się rusza, pika, śpiewa,
nie co w_kącie cicho ziewa...
Dziś wygrywa gładki, lśniący
nowy, śliczny i_pachnący.
Liczy tylko się uroda,
nowość, połysk i_wygoda.
Stare tylko zbiera kurz.
Trzeba pozbyć go się już!
A_gdy klapę tekturową
pudło zamknie ci nad głową,
zanim godzin się doliczysz,
to już będziesz
Takie szepty wywołują ciarki na całym ciele.
A, zwłaszcza że nikt nie słyszał do końca ostatniego zdania mamy. Niektóre zabawki były wyjątkowo zaniepokojone. Czasem, gdy nie usłyszymy czegoś dokładnie, próbujemy się reszty domyślić i_wtedy nasz umysł produkuje w_wyobraźni niestworzone historie.
Takie właśnie bajeczki uwielbiał wprost Tuchon, który mieszkał w_szafce Janka. Był to żółto-niebieski potworek, którego Janek sam kiedyś ulepił z_masy papierowej. Pomarszczony i_chropowaty. Jego ciało przypominało trochę starego niezgrabnego dinozaura z_okrągłą głową, wielkimi oczami i_szerokimi ustami jak u_ludzi, kiedy chcą się uśmiechnąć od ucha do ucha. Miał mały krótki, kulkowaty ogonek i_cztery słoniowe nogi. Uszu nie miał wcale, albo miał je tak sprytnie schowane, żeby ich nie było widać.
– On jest mi potrzebny do obrony przed ciemnością – tak mówił Jaś, kiedy stawiał go wieczorami tuż przy swoim łóżku. Tuchon miał wyglądać groźnie i_tak było. Chłopiec chciał, żeby potwór odstraszał duchy i_wszystko to, co mogłoby wyskoczyć nocą spod łóżka, albo szafy. Teraz Jaś jest duży i_już się nie boi (no prawie), ale tak polubił Tuchona, że złożył mu pewną obietnicę. Zatrzyma go do momentu, kiedy sam zostanie tatą. Wtedy podaruje potworka swojemu synkowi, żeby już od urodzenia niczego się nie bał. Tuchona rozpierała duma z_tego powodu, ale nikomu prócz mnie o_tym nie mówił.
Chcesz dowiedzieć się co będzie dalej?









Komentarze
Prześlij komentarz